Pieskowi chyba przyśniło się coś złego, bo w środku nocy zmigrowała na moją poduszkę i próbowała się owijać wokół mojej głowy jak facehugger. W końcu ułożyła się do snu, próbując przy tym wepchnąć mi pysk do ucha.
Jeśli zastanawiacie się, czy da się spać, jak ktoś wam dmucha w ucho, to nie – nie da się.
sobota, 28 grudnia 2013
piątek, 27 grudnia 2013
Pies naokienny
Nauczyła się wyłazić na okno po oparciu kanapy i uwielbia tam siedzieć i komentować, co widzi. „No i gdzie parkujesz, durniu, wjazd zastawiłeś!”
Staramy się pamiętać o tym, żeby jej odsunąć zasłony, bo jak zapomnimy, to wygląda to właśnie jak na zdjęciu.
Straszny szloch był dziś rano pod drzwiami, kiedy Adams wyszedł do pracy – kiedy jest w domu, to jest samcem alfa w stadzie i najważniejszą osobą dla pieska, ja jestem zdecydowanie numer dwa.
Potem pies koił tęsknotę ściągniętą z blatu paczuszką szynki – leżało, to się poczęstowała.
Staramy się pamiętać o tym, żeby jej odsunąć zasłony, bo jak zapomnimy, to wygląda to właśnie jak na zdjęciu.
Straszny szloch był dziś rano pod drzwiami, kiedy Adams wyszedł do pracy – kiedy jest w domu, to jest samcem alfa w stadzie i najważniejszą osobą dla pieska, ja jestem zdecydowanie numer dwa.
Potem pies koił tęsknotę ściągniętą z blatu paczuszką szynki – leżało, to się poczęstowała.
niedziela, 22 grudnia 2013
Śniadanie do łóżka
Leniwy poranek z pieskiem, Adams robi śniadanie, ja próbuję wstać. Pies dostaje frankfurterkę i przynosi ją do łóżka w celu konsumpcji.
Dobrała się do swoich woreczków na kupy (mamy taki gadżet, torebkę z której się wyciąga woreczki przez szczelinę) i dokładnie je pogryzła. Sprzątanie kup za pomocą perforowanych woreczków - niezapomniane.
Z osiągnięć - nauczyła się merdać okrężnie, nie tylko wahadłowo.
Dobrała się do swoich woreczków na kupy (mamy taki gadżet, torebkę z której się wyciąga woreczki przez szczelinę) i dokładnie je pogryzła. Sprzątanie kup za pomocą perforowanych woreczków - niezapomniane.
Z osiągnięć - nauczyła się merdać okrężnie, nie tylko wahadłowo.
piątek, 20 grudnia 2013
czwartek, 19 grudnia 2013
Ranna w boju
Wczoraj podczas wybiegowych szaleństw wilczurowaty kolega skaleczył Lolę pazurem (prawdopodobnie), po obejrzeniu zarządziłam jazdę do weta, bo rana koło oka. Na szczęście nie trzeba było szyć, pies dostał antybiotyk i tyle. Baliśmy się, że będzie przy tym gmerać łapką, ale psina jakoś nie zwraca uwagi i uskutecznia business as usual - brykanie, jedzenie, spanie.
Dziś pyszczek wygląda już ładnie, wszystko sklęsło i zasklepiło się.
Dziś pyszczek wygląda już ładnie, wszystko sklęsło i zasklepiło się.
środa, 4 grudnia 2013
Licencja na sikanie
- Jak myślisz, ona chce wyjść?
- Eeeee...
- Pani powiedziała „eeeee”. Lola, masz pozwolenie na sikanie w domu.
- Licencja na sikanie!
- Eeeee...
- Pani powiedziała „eeeee”. Lola, masz pozwolenie na sikanie w domu.
- Licencja na sikanie!
wtorek, 3 grudnia 2013
Psie zwyczaje
Kiedy śpi, musi pozostawać w kontakcie z ludziem. Ludź się odsuwa - piesek się przysuwa.
Jeśli ludzi jest dwoje - robi prześmieszne wygibasy, żeby dotykać obu ludzi równocześnie, na przykład opiera się łapami o Adamsa i wygina całe ciało w łuk, żeby położyć łebek na mojej nodze.
Lubi się kłaść na nietypowych powierzchniach niepłaskich, na przykład na stercie prania albo rzuconej niedbale kołdrze. Po prostu staje nad, uwala się na i tak leży, ułożona w sposób wymuszony kształtem powierzchni, każda łapa w inną stronę, dziwnie zwisający pysk.
Kiedyś nie była zainteresowana czystymi chusteczkami higienicznymi (używanymi jak najbardziej), teraz odkryła radość płynącą z wyciągania kolejnych chusteczek z pudełka. Co za ubaw! Wyciągasz jedną, a tu już czeka następna!
Jeśli ludzi jest dwoje - robi prześmieszne wygibasy, żeby dotykać obu ludzi równocześnie, na przykład opiera się łapami o Adamsa i wygina całe ciało w łuk, żeby położyć łebek na mojej nodze.
Lubi się kłaść na nietypowych powierzchniach niepłaskich, na przykład na stercie prania albo rzuconej niedbale kołdrze. Po prostu staje nad, uwala się na i tak leży, ułożona w sposób wymuszony kształtem powierzchni, każda łapa w inną stronę, dziwnie zwisający pysk.
Kiedyś nie była zainteresowana czystymi chusteczkami higienicznymi (używanymi jak najbardziej), teraz odkryła radość płynącą z wyciągania kolejnych chusteczek z pudełka. Co za ubaw! Wyciągasz jedną, a tu już czeka następna!
Gdyby umiała mówić... (vol. 1)
[Tu wyobrażamy sobie pieska drepczącego na dwóch łapkach, z pyskiem i przednimi łapami na kuchennym blacie.]
Co tam kroisz? Na pewno dobre. Daj trochę! Błeee, niedobre! Wy to jecie? Jakieś twarde i z ziołami. A kurczak jest? Jak to nie ma? Jeszcze przed chwilą był. To może chociaż marchewka? Dobra, daj, niech będzie ta marchewka. No smaczna, ale kurczak lepszy. Zjadłam marchewkę, masz coś jeszcze? Nie, tego nie chcę, niedobre, niemożliwe, żebyście to jedli. Oszukujesz, na pewno trzymasz tam coś dobrego, a to jest tylko dla picu. Naprawdę nie ma kurczaka? To możesz chociaż jajko mi ugotujesz? Dawaj jajko, dawaj! Że co, że musi wystygnąć? No weź nie żartuj. To gdzie ten kurczak?!
Co tam kroisz? Na pewno dobre. Daj trochę! Błeee, niedobre! Wy to jecie? Jakieś twarde i z ziołami. A kurczak jest? Jak to nie ma? Jeszcze przed chwilą był. To może chociaż marchewka? Dobra, daj, niech będzie ta marchewka. No smaczna, ale kurczak lepszy. Zjadłam marchewkę, masz coś jeszcze? Nie, tego nie chcę, niedobre, niemożliwe, żebyście to jedli. Oszukujesz, na pewno trzymasz tam coś dobrego, a to jest tylko dla picu. Naprawdę nie ma kurczaka? To możesz chociaż jajko mi ugotujesz? Dawaj jajko, dawaj! Że co, że musi wystygnąć? No weź nie żartuj. To gdzie ten kurczak?!
wtorek, 26 listopada 2013
Osiągnięcia pieska na dziś
Konsumpcja kurzego skrzydełka w łóżku.
Ogryzienie połowy rolki papieru toaletowego. Przy czym nie mam tu na myśli odwinięcia papieru, ale redukcję szerokości rolki o połowę.
Pogryzienie marchewki tak, że wiórki walały się po całej kanapie.
Przedarcie na pół kartki z zestawieniem gniazdek i wyłączników.
Zaniesienie mojego buta na kanapę.
Dodatkowo zafundowała mi paręnaście sekund stresu: wychodzę z łazienki, szukam psa, nie ma. Nie ma na żadnej z kanap, nie ma w łóżku, nie ma pod stołem, nie ma przy półce na buty. Ki diabeł? Wołam, coś się rusza przy fotelu. Położyła się na walizce, w której ostatnio sypia - wieko się zamknęło, więc ułożyła się na nim, czarny pies na czarnym, bez okularów po prostu jej zauważyłam.
Ogryzienie połowy rolki papieru toaletowego. Przy czym nie mam tu na myśli odwinięcia papieru, ale redukcję szerokości rolki o połowę.
Pogryzienie marchewki tak, że wiórki walały się po całej kanapie.
Przedarcie na pół kartki z zestawieniem gniazdek i wyłączników.
Zaniesienie mojego buta na kanapę.
Dodatkowo zafundowała mi paręnaście sekund stresu: wychodzę z łazienki, szukam psa, nie ma. Nie ma na żadnej z kanap, nie ma w łóżku, nie ma pod stołem, nie ma przy półce na buty. Ki diabeł? Wołam, coś się rusza przy fotelu. Położyła się na walizce, w której ostatnio sypia - wieko się zamknęło, więc ułożyła się na nim, czarny pies na czarnym, bez okularów po prostu jej zauważyłam.
sobota, 16 listopada 2013
Pies walizkowy
Uparła się, że chce spać w walizce i nigdzie indziej.
Po kwadransie nieporadnego psiego układania się na wciśniętym wieku walizki i próbach rycia we wnętrzu zlitowałam się, otworzyłam walizkę i wyłożyłam kocami.
Piesek był zachwycony, przespał tak pół nocy.
Trzeba będzie zorganizować jej w Krakowie nowe legowisko, bo stare jest w Będzinie.
Po kwadransie nieporadnego psiego układania się na wciśniętym wieku walizki i próbach rycia we wnętrzu zlitowałam się, otworzyłam walizkę i wyłożyłam kocami.
Piesek był zachwycony, przespał tak pół nocy.
Trzeba będzie zorganizować jej w Krakowie nowe legowisko, bo stare jest w Będzinie.
piątek, 15 listopada 2013
Kwestia rasowa
Jedna pani na wybiegu powiedziała, że stwór jeżeli przypomina jej cokolwiek, to flat coated retrievera.
Wyszukałam w grafice Google - i psiakość, to jest podobne. Bardzo. Uszy, pysk, sposób noszenia ogona.
Robert mówi, że nie, bo ma dłuższe łapy i jest mniejsza i smuklejsza. No na razie tak, ale jak oglądam zdjęcia młodocianych flatów, to są bardzo do niej podobne.
Cechy charakteru się zgadzają. Jest bardzo ruchliwa, no i to pies wodny. Dokładnie jak w opisie.
I co teraz? Co robić? Jak żyć? Pies w typie flat coated retrievera?
Wyszukałam w grafice Google - i psiakość, to jest podobne. Bardzo. Uszy, pysk, sposób noszenia ogona.
Robert mówi, że nie, bo ma dłuższe łapy i jest mniejsza i smuklejsza. No na razie tak, ale jak oglądam zdjęcia młodocianych flatów, to są bardzo do niej podobne.
Cechy charakteru się zgadzają. Jest bardzo ruchliwa, no i to pies wodny. Dokładnie jak w opisie.
I co teraz? Co robić? Jak żyć? Pies w typie flat coated retrievera?
czwartek, 14 listopada 2013
W kolejności zgłoszeń
Pies zniósł na kanapę i ułożył sobie równym rządkiem rzeczy do pogryzienia: resztki gumowego króliczka (porządny króliczek z PRL-owskiej gumy, i tak długo wytrzymał), kabelek, który pozwalamy jej gryźć (bo już go wstępnie nadgryzła) i pilota od dekodera.
środa, 13 listopada 2013
Sypiając ze spanielopodobnym
Noclegi ze spanielopodobnym przebiegają zawsze nieomal identycznie.
Zaczyna się zwykle tak, że człowiek czyta, pies leży gdzieś tam w nogach z pyskiem na stopie człowieka.
Człowiek odkłada książkę i gasi światło. Pies przychodzi dać buzi na dobranoc. Buziak na dobranoc to coś zbliżonego do próby odgryzienia człowiekowi nosa.
Po buziaku pies układa się do snu. Nazwijmy rzecz po imieniu: po prostu przewraca się na bok z hukiem sprężyn materaca, jak ten AT-AT, któremu Luke wrzucił granat do środka.
W ciągu nocy pies migruje z powrotem gdzieś w nogi. Człowiek nie wie dokładnie jak to się odbywa, bo śpi.
Rano pies grzecznie czeka na przebudzenie człowieka. Kiedy człowiek zaczyna się ruszać, pies pełznie do człowieka, kładzie mu pysk na ramieniu i zaczyna PPPP, czyli Program Porannej Porcji Pieszczot. Zazwyczaj wygląda to tak, że pies leży na grzbiecie, macha łapami i ogonem, i próbuje odgryźć człowiekowi ucho.
Po wykonaniu PPPP człowiek i pies dochodzą do zgodnego wniosku, że w sumie to jeszcze chętnie by się zdrzemnęli. Lolita potrafi zasnąć pośrodku właśnie wykonywanej czynności, na przykład obgryzania człowiekowi ręki, więc tak sobie potem śpią przez godzinkę, człowiek z ręką w zębach psa.
Zaczyna się zwykle tak, że człowiek czyta, pies leży gdzieś tam w nogach z pyskiem na stopie człowieka.
Człowiek odkłada książkę i gasi światło. Pies przychodzi dać buzi na dobranoc. Buziak na dobranoc to coś zbliżonego do próby odgryzienia człowiekowi nosa.
Po buziaku pies układa się do snu. Nazwijmy rzecz po imieniu: po prostu przewraca się na bok z hukiem sprężyn materaca, jak ten AT-AT, któremu Luke wrzucił granat do środka.
W ciągu nocy pies migruje z powrotem gdzieś w nogi. Człowiek nie wie dokładnie jak to się odbywa, bo śpi.
Rano pies grzecznie czeka na przebudzenie człowieka. Kiedy człowiek zaczyna się ruszać, pies pełznie do człowieka, kładzie mu pysk na ramieniu i zaczyna PPPP, czyli Program Porannej Porcji Pieszczot. Zazwyczaj wygląda to tak, że pies leży na grzbiecie, macha łapami i ogonem, i próbuje odgryźć człowiekowi ucho.
Po wykonaniu PPPP człowiek i pies dochodzą do zgodnego wniosku, że w sumie to jeszcze chętnie by się zdrzemnęli. Lolita potrafi zasnąć pośrodku właśnie wykonywanej czynności, na przykład obgryzania człowiekowi ręki, więc tak sobie potem śpią przez godzinkę, człowiek z ręką w zębach psa.
wtorek, 12 listopada 2013
Dziś będzie o głupich ludziach
Acz w kontekście psim, czyli obserwacje z wybiegu dla psów.
Jedna głupia pani chciała wejść na wybieg bez psa, a to z dzieckiem, takim malutkim, w wózku.
Pieski można wygodnie i bezpiecznie oglądać zza siatki, a wchodzenie z małym dzieckiem na wybieg, gdzie szaleje bez smyczy kilkanaście psów, ganiających się tam i z powrotem, którym nigdy nie wiadomo, co wpadnie do łba (raz musiałam rozdzielać Lolę z koleżanką imieniem Kredka, bo zaczęły się gryźć nie na żarty), to taki trochę średni pomysł.
Druga głupia pani chciała wejść co prawda z psem, ale zrobiła to tak, że otworzyła na oścież furtkę, pies na smyczy wszedł, a pani została i tak stała. Sfora zainteresowała się nowym kolegą i rzuciła się w kierunku otwartej furtki. Wrzasnęłam do pani, że albo wchodzi (i zamyka furtkę) albo zabiera psa (i zamyka furtkę), coś odburknęła, zwinęła psa i poszła sobie.
Jedna głupia pani chciała wejść na wybieg bez psa, a to z dzieckiem, takim malutkim, w wózku.
Pieski można wygodnie i bezpiecznie oglądać zza siatki, a wchodzenie z małym dzieckiem na wybieg, gdzie szaleje bez smyczy kilkanaście psów, ganiających się tam i z powrotem, którym nigdy nie wiadomo, co wpadnie do łba (raz musiałam rozdzielać Lolę z koleżanką imieniem Kredka, bo zaczęły się gryźć nie na żarty), to taki trochę średni pomysł.
Druga głupia pani chciała wejść co prawda z psem, ale zrobiła to tak, że otworzyła na oścież furtkę, pies na smyczy wszedł, a pani została i tak stała. Sfora zainteresowała się nowym kolegą i rzuciła się w kierunku otwartej furtki. Wrzasnęłam do pani, że albo wchodzi (i zamyka furtkę) albo zabiera psa (i zamyka furtkę), coś odburknęła, zwinęła psa i poszła sobie.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Obrażalska
Obraziła się, bo nie pozwoliłam pogryźć wtyczki od żelazka. Poszła do sypialni i zwinęła się w kłębek na łóżku pyskiem do ściany. Czego raczej nie robi, z własnej woli nie wyjdzie z pomieszczenia, w którym jest człowiek, do pomieszczenia, gdzie człowieka nie ma.
Potem, jak poszłam do sypialni i siadłam przy komputerze, próbowała dyskretnie łypać, czy już jestem i czy patrzę.
Potem, jak poszłam do sypialni i siadłam przy komputerze, próbowała dyskretnie łypać, czy już jestem i czy patrzę.
sobota, 9 listopada 2013
Czy były przypadki wodołazów w rodzinie?
Piesek został dziś zabrany na spacer po naszej wsi i okolicy, a konkretnie brzegiem rzeczki Bogusławy (dawniej: Obrzynka). Błoto nieziemskie, jakieś rozjeżdżone koleiny, kałuże. Taplała się we wszystkich kałużach i w błocku, do rzeczki nie pozwoliłam wejść (krwiożercze bobry!), choć widziałam, że wyraźnie ma ochotę. Potem odbywało się przeganianie psa po putting range'u, gdzie jest gęsta trawa, żeby choć trochę oczyścić psa z grudek gliny, które miała wszędzie, prawie po uszy.
Nadal boję się spuścić ją ze smyczy, nawet w bezpiecznym miejscu, a jak dziś zobaczyłam, co wyprawia na widok bażanta, to pomyślałam, że to prędko nie nastąpi.
Nadal boję się spuścić ją ze smyczy, nawet w bezpiecznym miejscu, a jak dziś zobaczyłam, co wyprawia na widok bażanta, to pomyślałam, że to prędko nie nastąpi.
piątek, 8 listopada 2013
One Dog Show
Pytanie, czy można się pobawić z pieskiem, nieco mnie przeraziło, Lolita waży już prawie 10 kg i to wystarczy, żeby rozpędzony pies uszkodził takiego malucha, więc ostatecznie zabawa była mocno kontrolowana – pani trzymała dziecko na rękach prawie w zasięgu psa, pies podskakiwał i próbował skubać je za buty. Dziecko z radości piszczało i tak machało rękami i nogami, że rzeczone buciki regularnie spadały na trawę. Na koniec piesek jeszcze zaprezentował program obowiązkowy – bieganie dookoła mnie, podskoki, podrzucanie i turlanie znalezionego w trawie rajskiego jabłuszka.
Następnym razem trzeba będzie wystawić kapelusz na datki.
czwartek, 7 listopada 2013
Kundel wyrolował mnie koncertowo
A już myślałam, że jestem sprytna – słyszę podejrzane odgłosy, wstaję od komputera i idę sprawdzić co robi. I tak trzy razy.
Za każdym razem pies grzecznie siedzi na środku pokoju z miną „Co, siedzę sobie, nie wolno?”, albo bez specjalnego zaangażowania żuje tę naklejkę, co to je przyklejają do rączek walizek na lotniskach. Na to jej pozwalamy, bo uwielbia.
(Finalne skubanie naklejki odbywało się zresztą w ten sposób, że pies wszedł na walizkę, bo jak próbował to robić z zewnątrz, to mu się przesuwała, i do niej wpadł).
Potem okazało się, że słoneczko zjadło Adamsowi spory kawałek pudła na wiertarkę.
Za każdym razem pies grzecznie siedzi na środku pokoju z miną „Co, siedzę sobie, nie wolno?”, albo bez specjalnego zaangażowania żuje tę naklejkę, co to je przyklejają do rączek walizek na lotniskach. Na to jej pozwalamy, bo uwielbia.
(Finalne skubanie naklejki odbywało się zresztą w ten sposób, że pies wszedł na walizkę, bo jak próbował to robić z zewnątrz, to mu się przesuwała, i do niej wpadł).
Potem okazało się, że słoneczko zjadło Adamsowi spory kawałek pudła na wiertarkę.
wtorek, 29 października 2013
Zyg-zyg-zyg-marchewka
W niedzielę Milena i Robert zabrali stwora do lasu, gdzie stanęli przed dokładnie takim samym problemem, jak my w piątek, tylko gorzej (las raczej nie bywa ogrodzony). Zwierzątko nie współpracowało i jasno dawało do zrozumienia, co myśli o próbach zabrania go z tego fajnego miejsca, gdzie jest tyle niesamowitych zapachów.
Wabili ją butelką po wodzie przywiązaną do smyczy, bo butelki PET to jedne z najbardziej ukochanych zabawek stworzenia, bez większego efektu. Udało się przez przypadek, Lolunia zaplątała się w smycz i zdekoncentrowała na tyle, że dało się ją capnąć.
Chyba jedyną pewną metodą odławiania jest puszczanie bez odpinania krótkiej smyczy i potem łapanie metodą przydeptywania.
Wabili ją butelką po wodzie przywiązaną do smyczy, bo butelki PET to jedne z najbardziej ukochanych zabawek stworzenia, bez większego efektu. Udało się przez przypadek, Lolunia zaplątała się w smycz i zdekoncentrowała na tyle, że dało się ją capnąć.
Chyba jedyną pewną metodą odławiania jest puszczanie bez odpinania krótkiej smyczy i potem łapanie metodą przydeptywania.
sobota, 26 października 2013
Na wybiegu dla psów
Zabraliśmy dziś gada na wybieg dla psów i wszystko było super (biegała, skakała, bawiła się z innymi psami) do momentu, aż postanowiliśmy sobie pójść, bo popełniliśmy poważny błąd strategiczny – nie zabraliśmy niczego smacznego do zwabienia.
Gad jest inteligentny, więc szybko się połapał, że chcemy go ewakuować, a co absolutnie nie leżało w jego interesie, i zaczął nas starannie unikać. Szybko rozpracowywał wszystkie nasze podstępy – próbowaliśmy wabić do czarnej sznaucerki imieniem Maja, z którą większość czasu bardzo chętnie się bawił, ale po pierwszej nieudanej próbie zorientował się, że to podstęp, i ją też zaczął omijać.
Złapać tak po prostu się jej nie da, jest za szybka, a wybieg duży. O zmęczeniu gadziny nie ma mowy, to coś ma nieprzebrane pokłady energii. Wizja utkwienia do nocy na wybiegu dla psów zajrzała nam w oczy.
Miotaliśmy się po terenie przez dłuższą chwilę, biegając za kundlem, który kpił z nas w żywe oczy, aż wreszcie cudem się udało; chwila dezorientacji zwierza, który nagle znalazł się w większej grupie psów i nie wiedział, czy zaczepiać rude wilczurowate, czy spokojnego beagle'a, i capnęłam brutalnie za ogon.
Gad jest inteligentny, więc szybko się połapał, że chcemy go ewakuować, a co absolutnie nie leżało w jego interesie, i zaczął nas starannie unikać. Szybko rozpracowywał wszystkie nasze podstępy – próbowaliśmy wabić do czarnej sznaucerki imieniem Maja, z którą większość czasu bardzo chętnie się bawił, ale po pierwszej nieudanej próbie zorientował się, że to podstęp, i ją też zaczął omijać.
Złapać tak po prostu się jej nie da, jest za szybka, a wybieg duży. O zmęczeniu gadziny nie ma mowy, to coś ma nieprzebrane pokłady energii. Wizja utkwienia do nocy na wybiegu dla psów zajrzała nam w oczy.
Miotaliśmy się po terenie przez dłuższą chwilę, biegając za kundlem, który kpił z nas w żywe oczy, aż wreszcie cudem się udało; chwila dezorientacji zwierza, który nagle znalazł się w większej grupie psów i nie wiedział, czy zaczepiać rude wilczurowate, czy spokojnego beagle'a, i capnęłam brutalnie za ogon.
piątek, 25 października 2013
Kiedyś jej chyba nie oddamy
- Kiedyś jej po prostu nie oddamy - mówię, patrząc z czułością na alienowate, które leży grzecznie na kanapie przytulone do Adamsa, ze spuszczonymi łapkami.
- Przyjdą z policją. I będą nam robić badania DNA, żeby stwierdzić, czyj to pies.
- Przyjdą z policją. I będą nam robić badania DNA, żeby stwierdzić, czyj to pies.
czwartek, 24 października 2013
Kawoszka
Uwielbia kawę tak bardzo, że potrafi wylizać drzwi od zmywarki, na które skapnęło parę kropel z właśnie włożonych do środka szklanek do latte.
Nadal rośnie - już sięga pyskiem blatu kuchennego (a mamy je ponadnormatywnie wysoko) - tylko jakoś bardziej wzdłuż niż w kłębie. Może trafił się jakiś jamnik wśród przodków.
Nadal rośnie - już sięga pyskiem blatu kuchennego (a mamy je ponadnormatywnie wysoko) - tylko jakoś bardziej wzdłuż niż w kłębie. Może trafił się jakiś jamnik wśród przodków.
poniedziałek, 21 października 2013
Gonić króliczka
Zapodział się gdzieś gumowy króliczek, którego alienowate zwykle u nas pogryza, szukaliśmy dobrą chwilę i nic, aż Adams dla żartu rzucił „Lolita, szukaj króliczka” i po paru minutach piesek dumnie wkroczył do sypialni z króliczkiem w pysku.
Zwędziła ze stołu centymetr krawiecki. Oboje byliśmy w pokoju i niczego nie zauważyliśmy.
Ponadto Robert donosi, że piesek boi się kotów i jeży.
Zwędziła ze stołu centymetr krawiecki. Oboje byliśmy w pokoju i niczego nie zauważyliśmy.
Ponadto Robert donosi, że piesek boi się kotów i jeży.
niedziela, 20 października 2013
Wozi się
A tak wygląda transportowana samochodem.
Układa się na tylnym siedzeniu i śpi, tu używając worka ze swoimi klamotami (piłka, przysmaki, druga smycz, miska...) w charakterze poduszki.
Układa się na tylnym siedzeniu i śpi, tu używając worka ze swoimi klamotami (piłka, przysmaki, druga smycz, miska...) w charakterze poduszki.
Jej pierwszy raz
Zabraliśmy dziś stwora po raz pierwszy na pole golfowe, Adams grał, ja tylko wybrałam się spacerowo.
Generalnie da się, tylko sensownie jest raczej chodzić tak, żeby nie widziała Adamsa, bo jak ma go na optycznej, a nie może podejść, to piszczy.
Zaliczyła zupełną szajbę w wysokiej trawie (może wyschnięte źdźbła coś wydzielały - w każdym razie pies oszalał, biegał w kółko i tarzał się) i oczywiście wykąpała się w stawku przy piątym dołku.
Generalnie da się, tylko sensownie jest raczej chodzić tak, żeby nie widziała Adamsa, bo jak ma go na optycznej, a nie może podejść, to piszczy.
Zaliczyła zupełną szajbę w wysokiej trawie (może wyschnięte źdźbła coś wydzielały - w każdym razie pies oszalał, biegał w kółko i tarzał się) i oczywiście wykąpała się w stawku przy piątym dołku.
sobota, 19 października 2013
Dziś znowu śpi u nas
Bo jej pan pracuje (robi zdjęcia na weselu).
Była wielka radocha z okazji powrotu Adamsa (awanturowała się pod drzwiami łazienki, jak się kąpał). Chyba się stęskniła.
Eskaluje środki wyrazu - na mój widok z radości nasikała mi na buty.
Jeden element wizerunku spanielowatego absolutnie mnie rozwala emocjonalnie i robi mi budyń z mózgu, a mianowicie pędzelki, które ma na łapkach, takie kępki sierści między palcami; na tym zdjęciu trochę widać. Na widok tych łapek wybaczam wszystko, nawet dobranie się do rękawa od ciśnieniomierza. (Dziękujemy naukowcom z NASA za to, że rzepy rozpinają się z takim charakterystycznym odgłosem i zdążyłam go wyrwać gadowi z pyska w samą porę).
Była wielka radocha z okazji powrotu Adamsa (awanturowała się pod drzwiami łazienki, jak się kąpał). Chyba się stęskniła.
Eskaluje środki wyrazu - na mój widok z radości nasikała mi na buty.
Jeden element wizerunku spanielowatego absolutnie mnie rozwala emocjonalnie i robi mi budyń z mózgu, a mianowicie pędzelki, które ma na łapkach, takie kępki sierści między palcami; na tym zdjęciu trochę widać. Na widok tych łapek wybaczam wszystko, nawet dobranie się do rękawa od ciśnieniomierza. (Dziękujemy naukowcom z NASA za to, że rzepy rozpinają się z takim charakterystycznym odgłosem i zdążyłam go wyrwać gadowi z pyska w samą porę).
czwartek, 17 października 2013
Chyba mnie lubi
Wpadła do nas jak bomba (Robert wracał z nią z parkingu i zadzwonił, żeby oddać mi kluczyki od samochodu) i nie bardzo chciała wyjść. W końcu udało się ją wywabić, ale zwiała z pierwszego piętra, przybiegła pod nasze drzwi i zaczęła szlochać. Wpuściłam. Nie chciała wyjść, Robert musiał ją wziąć na ręce.
Poza tym stwór ma nowe hobby - przewraca na siebie suszarkę z praniem.
Poza tym stwór ma nowe hobby - przewraca na siebie suszarkę z praniem.
Salto mortale
Zwierzę zmieniło model biznesowy skakania na ludzi - dawniej było po prostu stanie na tylnych łapach, drapanie przednimi i podskakiwanie.
Teraz następuje atak z rozbiegu, skok z wybicia, odbicie się od ofiary i próba wykonania czegoś w rodzaju salta w powietrzu. Niestety, nowy model biznesowy nie przewiduje elementu lądowania.
Nieustająco nie mogę się nadziwić, jakim cudem stworzenie jest tak spokojne w samochodzie. Niezależnie od poziomu szajby po drodze na parking (skakanie na ludzi i nie na ludzi, gryzienie szelek i smyczy), po wstawieniu do samochodu natychmiast się uspokaja, leży albo siedzi, czasem spojrzy przez okno. Jakby ktoś przekręcił wyłącznik.
Teraz następuje atak z rozbiegu, skok z wybicia, odbicie się od ofiary i próba wykonania czegoś w rodzaju salta w powietrzu. Niestety, nowy model biznesowy nie przewiduje elementu lądowania.
Nieustająco nie mogę się nadziwić, jakim cudem stworzenie jest tak spokojne w samochodzie. Niezależnie od poziomu szajby po drodze na parking (skakanie na ludzi i nie na ludzi, gryzienie szelek i smyczy), po wstawieniu do samochodu natychmiast się uspokaja, leży albo siedzi, czasem spojrzy przez okno. Jakby ktoś przekręcił wyłącznik.
wtorek, 15 października 2013
Osiem i pół kilo słodkości
Pożyczyłam wczoraj znowu stwora z noclegiem (Adams w Chinach, to co tak będę sama spać) i tym razem słodki stwór wymyślił sobie, że będzie spał albo na mnie (8,5 kg psiny), albo na mojej poduszce, kładąc mi pysk na szyi albo wtykając go we włosy.
Rano dostała na śniadanie, poza zwyczajowym jajem na twardo, trochę jogurtu z czekoladowymi kulkami. Jogurt wylizała, kulki zostawiła.
Rano dostała na śniadanie, poza zwyczajowym jajem na twardo, trochę jogurtu z czekoladowymi kulkami. Jogurt wylizała, kulki zostawiła.
poniedziałek, 14 października 2013
Marchewkaaaaaa!
Wręczona dziś gadzinie surowa marchewka wzbudziła taki entuzjazm, że zwierzę próbowało ją spożywać leżąc na wznak. Ze średnim skutkiem.
Poza tym znowu sika z radości na mój widok i wcale nie jest to przenośnia. Czuję się zaszczycona i wzruszona, ale wolałabym nie.
Poza tym znowu sika z radości na mój widok i wcale nie jest to przenośnia. Czuję się zaszczycona i wzruszona, ale wolałabym nie.
sobota, 12 października 2013
Z dostawą i noclegiem
Wypożyczyliśmy wczoraj gada, z dostawą (Robert wracał z nią z wybiegu dla psów i podrzucił) i noclegiem (koło 22 zadzwoniłam, że nie oddam, zostaje do rana).
Zaczęło się tak sobie, bo na początek słodkie stworzenie nasikało nam na łóżko, czego już od dawna nie robiło, ale potem było już tylko coraz lepiej. (Może rzeczywiście psi psycholog by się przydał, ale biorą 1500 PLN od przypadku i są zabukowani na rok do przodu). Stworzenie przymilało się jak tylko mogło, wystarczyło przysiąść na kanapie, a pies materializował się i próbował się przytulać. Adams stwierdził, że „łazi za nim jak pies”.
Większość nocy Lolita przespała grzecznie w nogach łóżka, polowała tylko na stopę wystawioną spod kołdry - wtedy kładła na niej pysk.
Ale najszczęśliwsza była wtedy, jak mogła się wbić między nas klinem i ułożyć się na grzebiecie z łapami do góry. Obudziłam się koło stwora wijącego się jak ośmiornica, który właśnie uskuteczniał coś w rodzaju porannego stretchingu, i od razu zaczęło się gryzienie w nos, lizanie po uszach i żucie włosów.
Poza tym śpiąc wydaje przezabawne odgłosy. Coś w stylu rzężenia przechodzącego w westchnienie najwyższej ulgi.
Zaczęło się tak sobie, bo na początek słodkie stworzenie nasikało nam na łóżko, czego już od dawna nie robiło, ale potem było już tylko coraz lepiej. (Może rzeczywiście psi psycholog by się przydał, ale biorą 1500 PLN od przypadku i są zabukowani na rok do przodu). Stworzenie przymilało się jak tylko mogło, wystarczyło przysiąść na kanapie, a pies materializował się i próbował się przytulać. Adams stwierdził, że „łazi za nim jak pies”.
Większość nocy Lolita przespała grzecznie w nogach łóżka, polowała tylko na stopę wystawioną spod kołdry - wtedy kładła na niej pysk.
Ale najszczęśliwsza była wtedy, jak mogła się wbić między nas klinem i ułożyć się na grzebiecie z łapami do góry. Obudziłam się koło stwora wijącego się jak ośmiornica, który właśnie uskuteczniał coś w rodzaju porannego stretchingu, i od razu zaczęło się gryzienie w nos, lizanie po uszach i żucie włosów.
Poza tym śpiąc wydaje przezabawne odgłosy. Coś w stylu rzężenia przechodzącego w westchnienie najwyższej ulgi.
czwartek, 10 października 2013
Daj co tam masz i idź sobie
Spanielopodobne obdarowane skórzanym butem ma mnie dokładnie gdzieś - zajmuje się przeżuwaniem prezentu i jednoznacznie daje do zrozumienia, żebyśmy nie przeszkadzali.
No to poszłam sobie - dopiero jak zamykałam za sobą drzwi, rozległ się jakiś tęskny szczek. Too late, babe.
No to poszłam sobie - dopiero jak zamykałam za sobą drzwi, rozległ się jakiś tęskny szczek. Too late, babe.
wtorek, 8 października 2013
Urażona niewinność
Słodkie niewiniątko potrafi już świsnąć coś ze stołu tak, że osoba przebywająca w tym samym pomieszczeniu, tylko patrząca akurat gdzie indziej, nawet tego nie zauważa. Ostatnio była to Adamsa samolotowa maseczka do spania.
Robi to prawdopodobnie metodą wskoczenia na krzesło, szybkiego chapnięcia i dyskretnego zsunięcia się na podłogę, raczej nie skoku ze stołu, jak wcześniej, bo przy ostatnich zeskokach ze stołu lądowanie nadal odbywało się w stylu „przerwany lot lotopałanki”.
Robi to prawdopodobnie metodą wskoczenia na krzesło, szybkiego chapnięcia i dyskretnego zsunięcia się na podłogę, raczej nie skoku ze stołu, jak wcześniej, bo przy ostatnich zeskokach ze stołu lądowanie nadal odbywało się w stylu „przerwany lot lotopałanki”.
Uważaj, co zostawiasz na stole (i nie tylko)
Zostawione na 3 godziny spanielopodobne ściągnęło ze stołu plastikową buteleczkę z resztką czerwonego barwnika i w celu wygodnej obróbki tejże udało się na łóżko. Mieszkanie ponoć wyglądało jak plan porządnego filmu gore.
(Przy tym rozwleczenie zawartości worka ze śmieciami to już w sumie detal).
(Przy tym rozwleczenie zawartości worka ze śmieciami to już w sumie detal).
Przedstawiamy: pies w typie spaniela
Proszę Państwa, oto Lolita.
Jak orzekł weterynarz - „to pies w typie spaniela, czyli co najmniej jedno z rodziców lub dziadków było spanielem”.
Lolitę znalazła w śmietniku Milena, piesek często przebywa u Roberta, a czasem trafia na gościnne występy do nas, Joli i Darka zwanego Adamsem. Jak mawiają – „potrzeba całej wioski, aby wychować psa”.
Lolita uwielbia marchewkę, turlanie piłek golfowych i wodę w każdej postaci.
Jak orzekł weterynarz - „to pies w typie spaniela, czyli co najmniej jedno z rodziców lub dziadków było spanielem”.
Lolitę znalazła w śmietniku Milena, piesek często przebywa u Roberta, a czasem trafia na gościnne występy do nas, Joli i Darka zwanego Adamsem. Jak mawiają – „potrzeba całej wioski, aby wychować psa”.
Lolita uwielbia marchewkę, turlanie piłek golfowych i wodę w każdej postaci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






