wtorek, 29 października 2013

Zyg-zyg-zyg-marchewka

W niedzielę Milena i Robert zabrali stwora do lasu, gdzie stanęli przed dokładnie takim samym problemem, jak my w piątek, tylko gorzej (las raczej nie bywa ogrodzony). Zwierzątko nie współpracowało i jasno dawało do zrozumienia, co myśli o próbach zabrania go z tego fajnego miejsca, gdzie jest tyle niesamowitych zapachów.

Wabili ją butelką po wodzie przywiązaną do smyczy, bo butelki PET to jedne z najbardziej ukochanych zabawek stworzenia, bez większego efektu. Udało się przez przypadek, Lolunia zaplątała się w smycz i zdekoncentrowała na tyle, że dało się ją capnąć.

Chyba jedyną pewną metodą odławiania jest puszczanie bez odpinania krótkiej smyczy i potem łapanie metodą przydeptywania.

sobota, 26 października 2013

Na wybiegu dla psów

Zabraliśmy dziś gada na wybieg dla psów i wszystko było super (biegała, skakała, bawiła się z innymi psami) do momentu, aż postanowiliśmy sobie pójść, bo popełniliśmy poważny błąd strategiczny – nie zabraliśmy niczego smacznego do zwabienia.

Gad jest inteligentny, więc szybko się połapał, że chcemy go ewakuować, a co absolutnie nie leżało w jego interesie, i zaczął nas starannie unikać. Szybko rozpracowywał wszystkie nasze podstępy – próbowaliśmy wabić do czarnej sznaucerki imieniem Maja, z którą większość czasu bardzo chętnie się bawił, ale po pierwszej nieudanej próbie zorientował się, że to podstęp, i  ją też zaczął omijać.

Złapać tak po prostu się jej nie da, jest za szybka, a wybieg duży. O zmęczeniu gadziny nie ma mowy, to coś ma nieprzebrane pokłady energii. Wizja utkwienia do nocy na wybiegu dla psów zajrzała nam w oczy.

Miotaliśmy się po terenie przez dłuższą chwilę, biegając za kundlem, który kpił z nas w żywe oczy, aż wreszcie cudem się udało; chwila dezorientacji zwierza, który nagle znalazł się w większej grupie psów i nie wiedział, czy zaczepiać rude wilczurowate, czy spokojnego beagle'a, i capnęłam brutalnie za ogon.

piątek, 25 października 2013

Kiedyś jej chyba nie oddamy

- Kiedyś jej po prostu nie oddamy - mówię, patrząc z czułością na alienowate, które leży grzecznie na kanapie przytulone do Adamsa, ze spuszczonymi łapkami.
- Przyjdą z policją. I będą nam robić badania DNA, żeby stwierdzić, czyj to pies.

czwartek, 24 października 2013

Kawoszka

Uwielbia kawę tak bardzo, że potrafi wylizać drzwi od zmywarki, na które skapnęło parę kropel z właśnie włożonych do środka szklanek do latte.

Nadal rośnie - już sięga pyskiem blatu kuchennego (a mamy je ponadnormatywnie wysoko) - tylko jakoś bardziej wzdłuż niż w kłębie. Może trafił się jakiś jamnik wśród przodków.

poniedziałek, 21 października 2013

Gonić króliczka

Zapodział się gdzieś gumowy króliczek, którego alienowate zwykle u nas pogryza, szukaliśmy dobrą chwilę i nic, aż Adams dla żartu rzucił „Lolita, szukaj króliczka” i po paru minutach piesek dumnie wkroczył do sypialni z króliczkiem w pysku.

Zwędziła ze stołu centymetr krawiecki. Oboje byliśmy w pokoju i niczego nie zauważyliśmy.

Ponadto Robert donosi, że piesek boi się kotów i jeży.

niedziela, 20 października 2013

Wozi się

A tak wygląda transportowana samochodem.

Układa się na tylnym siedzeniu i śpi, tu używając worka ze swoimi klamotami (piłka, przysmaki, druga smycz, miska...) w charakterze poduszki.

Jej pierwszy raz

Zabraliśmy dziś stwora po raz pierwszy na pole golfowe, Adams grał, ja tylko wybrałam się spacerowo.

Generalnie da się, tylko sensownie jest raczej chodzić tak, żeby nie widziała Adamsa, bo jak ma go na optycznej, a nie może podejść, to piszczy.

Zaliczyła zupełną szajbę w wysokiej trawie (może wyschnięte źdźbła coś wydzielały - w każdym razie pies oszalał, biegał w kółko i tarzał się) i oczywiście wykąpała się w stawku przy piątym dołku.

sobota, 19 października 2013

Dziś znowu śpi u nas

Bo jej pan pracuje (robi zdjęcia na weselu).

Była wielka radocha z okazji powrotu Adamsa (awanturowała się pod drzwiami łazienki, jak się kąpał). Chyba się stęskniła.

Eskaluje środki wyrazu - na mój widok z radości nasikała mi na buty.

Jeden element wizerunku spanielowatego absolutnie mnie rozwala emocjonalnie i robi mi budyń z mózgu, a mianowicie pędzelki, które ma na łapkach, takie kępki sierści między palcami; na tym zdjęciu trochę widać. Na widok tych łapek wybaczam wszystko, nawet dobranie się do rękawa od ciśnieniomierza. (Dziękujemy naukowcom z NASA za to, że rzepy rozpinają się z takim charakterystycznym odgłosem i zdążyłam go wyrwać gadowi z pyska w samą porę).

czwartek, 17 października 2013

Chyba mnie lubi

Wpadła do nas jak bomba (Robert wracał z nią z parkingu i zadzwonił, żeby oddać mi kluczyki od samochodu) i nie bardzo chciała wyjść. W końcu udało się ją wywabić, ale zwiała z pierwszego piętra, przybiegła pod nasze drzwi i zaczęła szlochać. Wpuściłam. Nie chciała wyjść, Robert musiał ją wziąć na ręce.

Poza tym stwór ma nowe hobby - przewraca na siebie suszarkę z praniem.

Salto mortale

Zwierzę zmieniło model biznesowy skakania na ludzi - dawniej było po prostu stanie na tylnych łapach, drapanie przednimi i podskakiwanie.

Teraz następuje atak z rozbiegu, skok z wybicia, odbicie się od ofiary i próba wykonania czegoś w rodzaju salta w powietrzu. Niestety, nowy model biznesowy nie przewiduje elementu lądowania.

Nieustająco nie mogę się nadziwić, jakim cudem stworzenie jest tak spokojne w samochodzie. Niezależnie od poziomu szajby po drodze na parking (skakanie na ludzi i nie na ludzi, gryzienie szelek i smyczy), po wstawieniu do samochodu natychmiast się uspokaja, leży albo siedzi, czasem spojrzy przez okno. Jakby ktoś przekręcił wyłącznik.

wtorek, 15 października 2013

Osiem i pół kilo słodkości

Pożyczyłam wczoraj znowu stwora z noclegiem (Adams w Chinach, to co tak będę sama spać) i tym razem słodki stwór wymyślił sobie, że będzie spał albo na mnie (8,5 kg psiny), albo na mojej poduszce, kładąc mi pysk na szyi albo wtykając go we włosy.

Rano dostała na śniadanie, poza zwyczajowym jajem na twardo, trochę jogurtu z czekoladowymi kulkami. Jogurt wylizała, kulki zostawiła.

poniedziałek, 14 października 2013

Marchewkaaaaaa!

Wręczona dziś gadzinie surowa marchewka wzbudziła taki entuzjazm, że zwierzę próbowało ją spożywać leżąc na wznak. Ze średnim skutkiem.

Poza tym znowu sika z radości na mój widok i wcale nie jest to przenośnia. Czuję się zaszczycona i wzruszona, ale wolałabym nie.

sobota, 12 października 2013

Z dostawą i noclegiem

Wypożyczyliśmy wczoraj gada, z dostawą (Robert wracał z nią z wybiegu dla psów i podrzucił) i noclegiem (koło 22 zadzwoniłam, że nie oddam, zostaje do rana).

Zaczęło się tak sobie, bo na początek słodkie stworzenie nasikało nam na łóżko, czego już od dawna nie robiło, ale potem było już tylko coraz lepiej. (Może rzeczywiście psi psycholog by się przydał, ale biorą 1500 PLN od przypadku i są zabukowani na rok do przodu). Stworzenie przymilało się jak tylko mogło, wystarczyło przysiąść na kanapie, a pies materializował się i próbował się przytulać. Adams stwierdził, że „łazi za nim jak pies”.

Większość nocy Lolita przespała grzecznie w nogach łóżka, polowała tylko na stopę wystawioną spod kołdry - wtedy kładła na niej pysk.

Ale najszczęśliwsza była wtedy, jak mogła się wbić  między nas klinem i ułożyć się na grzebiecie z łapami do góry. Obudziłam się koło stwora wijącego się jak ośmiornica, który właśnie uskuteczniał coś w rodzaju porannego stretchingu, i od razu zaczęło się gryzienie w nos, lizanie po uszach i żucie włosów.

Poza tym śpiąc wydaje przezabawne odgłosy. Coś w stylu rzężenia przechodzącego w westchnienie najwyższej ulgi.

czwartek, 10 października 2013

Daj co tam masz i idź sobie

Spanielopodobne obdarowane skórzanym butem ma mnie dokładnie gdzieś - zajmuje się przeżuwaniem prezentu i jednoznacznie daje do zrozumienia, żebyśmy nie przeszkadzali.

No to poszłam sobie - dopiero jak zamykałam za sobą drzwi, rozległ się jakiś tęskny szczek. Too late, babe.

wtorek, 8 października 2013

Urażona niewinność

Słodkie niewiniątko potrafi już świsnąć coś ze stołu tak, że osoba przebywająca w tym samym pomieszczeniu, tylko patrząca akurat gdzie indziej, nawet tego nie zauważa. Ostatnio była to Adamsa samolotowa maseczka do spania.

Robi to prawdopodobnie metodą wskoczenia na krzesło, szybkiego chapnięcia i dyskretnego zsunięcia się na podłogę, raczej nie skoku ze stołu, jak wcześniej, bo przy ostatnich zeskokach ze stołu lądowanie nadal odbywało się w stylu „przerwany lot lotopałanki”.

Uważaj, co zostawiasz na stole (i nie tylko)

Zostawione na 3 godziny spanielopodobne ściągnęło ze stołu plastikową buteleczkę z resztką czerwonego barwnika i w celu wygodnej obróbki tejże udało się na łóżko. Mieszkanie ponoć wyglądało jak plan porządnego filmu gore.

(Przy tym rozwleczenie zawartości worka ze śmieciami to już w sumie detal).

Przedstawiamy: pies w typie spaniela

Proszę Państwa, oto Lolita.

Jak orzekł weterynarz - „to pies w typie spaniela, czyli co najmniej jedno z rodziców lub dziadków było spanielem”.

Lolitę znalazła w śmietniku Milena, piesek często przebywa u Roberta, a czasem trafia na gościnne występy do nas, Joli i Darka zwanego Adamsem. Jak mawiają – „potrzeba całej wioski, aby wychować psa”.

Lolita uwielbia marchewkę, turlanie piłek golfowych i wodę w każdej postaci.