sobota, 26 października 2013

Na wybiegu dla psów

Zabraliśmy dziś gada na wybieg dla psów i wszystko było super (biegała, skakała, bawiła się z innymi psami) do momentu, aż postanowiliśmy sobie pójść, bo popełniliśmy poważny błąd strategiczny – nie zabraliśmy niczego smacznego do zwabienia.

Gad jest inteligentny, więc szybko się połapał, że chcemy go ewakuować, a co absolutnie nie leżało w jego interesie, i zaczął nas starannie unikać. Szybko rozpracowywał wszystkie nasze podstępy – próbowaliśmy wabić do czarnej sznaucerki imieniem Maja, z którą większość czasu bardzo chętnie się bawił, ale po pierwszej nieudanej próbie zorientował się, że to podstęp, i  ją też zaczął omijać.

Złapać tak po prostu się jej nie da, jest za szybka, a wybieg duży. O zmęczeniu gadziny nie ma mowy, to coś ma nieprzebrane pokłady energii. Wizja utkwienia do nocy na wybiegu dla psów zajrzała nam w oczy.

Miotaliśmy się po terenie przez dłuższą chwilę, biegając za kundlem, który kpił z nas w żywe oczy, aż wreszcie cudem się udało; chwila dezorientacji zwierza, który nagle znalazł się w większej grupie psów i nie wiedział, czy zaczepiać rude wilczurowate, czy spokojnego beagle'a, i capnęłam brutalnie za ogon.

2 komentarze:

  1. Za uchwyt się mówi. Niejednokrotnie tak łapałam kota uciekającego przed tabletką...

    OdpowiedzUsuń