Pies dostaje amoku na widok ptaków – zwłaszcza jaskółek. Latają bardzo nisko – one zresztą zaczepiają psa, żeby odciągnąć drapieżnika od gniazda, i Lola cały czas ma nadzieję, że w końcu da się jakąś capnąć. Więc pędzi tak, że o mało nie połamie łapek, czasem się przewraca, piszczy, wstaje, gna dalej.
Regularnie zwiewa przez pole w okolice pierwszego dołka, niestety, nie reaguje na nic i oddala się poza zasięg głosu. Wczoraj tak właśnie dała nogę i gnałam za nią, próbując biec jak najszybciej, żeby zwinąć skurczybyka z pola, i równocześnie czając się na skraju, żeby nie przeszkadzać jakiemuś graczowi i nie zaliczyć piłką.
W sukurs przyszły mi pani Liliana (menedżerka) z panią Kasią (barmanką), które akurat przemieszczały się po polu meleksem. Wskoczyłam na pokład i zaczął się filmowy pościg meleksem za szalejącym psem. Którego zgubiła ciekawość – bydlę jest ciekawskie, w końcu nie wytrzymało i podeszło do meleksa z ludźmi na tyle zainteresowane, że dało się złapać.