wtorek, 29 października 2013

Zyg-zyg-zyg-marchewka

W niedzielę Milena i Robert zabrali stwora do lasu, gdzie stanęli przed dokładnie takim samym problemem, jak my w piątek, tylko gorzej (las raczej nie bywa ogrodzony). Zwierzątko nie współpracowało i jasno dawało do zrozumienia, co myśli o próbach zabrania go z tego fajnego miejsca, gdzie jest tyle niesamowitych zapachów.

Wabili ją butelką po wodzie przywiązaną do smyczy, bo butelki PET to jedne z najbardziej ukochanych zabawek stworzenia, bez większego efektu. Udało się przez przypadek, Lolunia zaplątała się w smycz i zdekoncentrowała na tyle, że dało się ją capnąć.

Chyba jedyną pewną metodą odławiania jest puszczanie bez odpinania krótkiej smyczy i potem łapanie metodą przydeptywania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz