W niedzielę Milena i Robert zabrali stwora do lasu, gdzie stanęli przed dokładnie takim samym problemem, jak my w piątek, tylko gorzej (las raczej nie bywa ogrodzony). Zwierzątko nie współpracowało i jasno dawało do zrozumienia, co myśli o próbach zabrania go z tego fajnego miejsca, gdzie jest tyle niesamowitych zapachów.
Wabili ją butelką po wodzie przywiązaną do smyczy, bo butelki PET to jedne z najbardziej ukochanych zabawek stworzenia, bez większego efektu. Udało się przez przypadek, Lolunia zaplątała się w smycz i zdekoncentrowała na tyle, że dało się ją capnąć.
Chyba jedyną pewną metodą odławiania jest puszczanie bez odpinania krótkiej smyczy i potem łapanie metodą przydeptywania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz