Piesek został dziś zabrany na spacer po naszej wsi i okolicy, a konkretnie brzegiem rzeczki Bogusławy (dawniej: Obrzynka). Błoto nieziemskie, jakieś rozjeżdżone koleiny, kałuże. Taplała się we wszystkich kałużach i w błocku, do rzeczki nie pozwoliłam wejść (krwiożercze bobry!), choć widziałam, że wyraźnie ma ochotę. Potem odbywało się przeganianie psa po putting range'u, gdzie jest gęsta trawa, żeby choć trochę oczyścić psa z grudek gliny, które miała wszędzie, prawie po uszy.
Nadal boję się spuścić ją ze smyczy, nawet w bezpiecznym miejscu, a jak dziś zobaczyłam, co wyprawia na widok bażanta, to pomyślałam, że to prędko nie nastąpi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz