Konsumpcja kurzego skrzydełka w łóżku.
Ogryzienie połowy rolki papieru toaletowego. Przy czym nie mam tu na myśli odwinięcia papieru, ale redukcję szerokości rolki o połowę.
Pogryzienie marchewki tak, że wiórki walały się po całej kanapie.
Przedarcie na pół kartki z zestawieniem gniazdek i wyłączników.
Zaniesienie mojego buta na kanapę.
Dodatkowo zafundowała mi paręnaście sekund stresu: wychodzę z łazienki, szukam psa, nie ma. Nie ma na żadnej z kanap, nie ma w łóżku, nie ma pod stołem, nie ma przy półce na buty. Ki diabeł? Wołam, coś się rusza przy fotelu. Położyła się na walizce, w której ostatnio sypia - wieko się zamknęło, więc ułożyła się na nim, czarny pies na czarnym, bez okularów po prostu jej zauważyłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz