Wczoraj podczas wybiegowych szaleństw wilczurowaty kolega skaleczył Lolę pazurem (prawdopodobnie), po obejrzeniu zarządziłam jazdę do weta, bo rana koło oka. Na szczęście nie trzeba było szyć, pies dostał antybiotyk i tyle. Baliśmy się, że będzie przy tym gmerać łapką, ale psina jakoś nie zwraca uwagi i uskutecznia business as usual - brykanie, jedzenie, spanie.
Dziś pyszczek wygląda już ładnie, wszystko sklęsło i zasklepiło się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz