Pies wariował przez większość nocy - szczekanie na oknie, warczenie pod drzwiami, bawienie się butelką po wodzie. Trochę spała, ale na fotelu na spodniach Adamsa. Nad ranem łaskawie przylazła do łóżka i przykleiła mi się do pleców jak te ślimaki we „Władcach marionetek”, ale nie na długo.
Przedziwne, bo dotąd spała zawsze w łóżku i przesypiała grzecznie całą noc.
Teraz znowu śpi w fotelu, a ja się czuję jak bohater „Fight Clubu”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz